niedziela, 8 lutego 2015

Rozdział 3

Obudziłam się o 6:30.Rozejrzałam się po pokoju i zobaczyłam że wszyscy jeszcze śpią.Wyjęłam z szafy białą koszulę zapinaną na guziki,jeansowe krótkie spodenki  z wysokim stanem oraz do tego czarne botki.Poszłam do łazienki i wzięłam prysznic.Następnie wysuszyłam włosy i związałam je w wysokiego kucyka zostawiając grzywkę i 2 pasemka włosów.Nałożyłam ubrania i zrobiłam makijaż składający się z fluidu,pudru,tuszu do rzęs i kresek.Na nogi jednak zamiast płaskich botków nałożyłam czarne botki na szpilce.Do torby spakowałam potrzebne rzeczy.Chwilę potem dziewczyny zaczęły się budzić i szykować.Gdy byłyśmy gotowe zeszłyśmy w dobrych humorach na śniadanie.Gdy jadłam tosta zobaczyłam że do sali wchodzi Draco ze swoją nową dziewczyną uwieszoną na ramieniu i mówiącą mu coś do ucha,obok nich szedł zniesmaczony Blaise.
-Sorry dziewczyny idę się wyrzygać-mruknęłam.Wzięłam tosta do ręki i ruszyłam w stronę wyjścia wymijając zgrabnie Malfoya.Gdy byłam w połowie drogi do lochów wpadłam na kogoś.
-Przepraszam-mruknęłam.
-Miona?-usłyszałam tak dobrze mi znany głos.
-Freddie!-krzyknęłam i rzuciłam się uradowana chłopakowi na szyje.
-Boże ale sie zmieniłaś!Oczywiście na lepsze!-zaśmiał się.Usiedliśmy na jednej z ławek.
-Fred?Co ty tak właściwie robisz?-zapytałam.
-Będę uczył latania na miotle-uśmiechnął się.
-Na serio?To cudownie!-krzyknęłam uradowana.
-Wspaniale!A jak tam w Slytherinie?Podoba ci sie?-zapytał.
-Tak jest idealnie.Mam nowych przyjaciół,ale czasami mi brakuje starych.-mruknęłam.
-Ey mała nie przejmuj się moim rodzeństwem to kretyni.........przynajmniej brat bo siostra ciągle próbuje namówić Harrego żebyście zaczęli od nowa.-wyjaśnił.
-Serio?!-nie mogłam uwierzyć.
-Tak,tak!A mój powrót dzisiaj nie był też przypadkowy bo ktoś tu ma chyba dzisiaj urodziny?!-powiedział retorycznie-Wszystkiego Najlepszego Kochana!-powiedział i wyjął pudełeczko z marynarki.
-Jeju Fred....ja nie wiem co powiedzieć.Dziękuję nie musiałeś mi nic dawać-powiedziałam i otworzyłam pudełeczko w którym był łańcuszek z czerwonym diamentem włożonym na środku diamentowego serca.
-Jeju Fred on jest śliczny-wyszeptałam.
-Jest po to abyś pamiętała że zawsze będziesz choć w niewielkiej części Gryfonką.-powiedział.
-Dziękuję-powiedziałam wstając.On też wstał więc dałam mu buziaka w policzek i przytuliłam go.
-Ekhem Snape możemy pogadać?-usłyszałam za sobą głos Malfoya.
-Dobra Miona ja lecę jeszcze raz wszystkiego najlepszego-przytulił mnie szybko i odszedł w kierunku WS.
-Coś się stało Malfoy?-zapytałam.
-Coś cię z nim łączy?-warknął.
-Co?Fred to tylko mój stary przyjaciel o co ci chodzi?!-zdenerwowałam się.
-O to że obściskujesz się z nim na środku korytarza-warknął znowu.
-Wiesz co?Jesteś dupkiem Malfoy!Najpierw odwołujesz nasze spotkanie,potem obściskujesz się z Vanessą pod naszym drzewem i wyznajesz jej miłość,następnie olewasz mnie,przychodzisz jako "wspaniały" przyjaciel a teraz masz do mnie pretensje że przytuliłam się z moim przyjacielem który z łaski swojej pamiętał o moich urodzinach?!Nienawidzę cię!Dlaczego ty zawsze potrafisz tak dobrze wszystko zepsuć!-krzyknęłam ze łzami w oczach i pobiegłam na błonia.Usiadłam pod pierwszym lepszym drzewem i rozpłakałam się.Nigdy tak bardzo nie płakałam jak teraz.Gdy przestałam poprawiłam makijaż jednym zaklęciem i wróciłam do zamku.Przed salą zaklęć obronnych nie było prawie ani jednej żywej duszy.Usiadłam na parapecie i zaczytałam się w lekturze.Nagle przede  mną stał ogromny miś.
-Misio by chciał przeprosić cię Mionko za jego be zachowanie-od razu poznałam tą próbę przesłodzenia głosu.
-Wybaczam ci Harry-powiedziałam i chwilę potem wylądowałam w jego uścisku.
-Brakowało mi ciebie Miona-powiedział.
-Mnie ciebie też Harry.-wyszeptałam.
-Dobra Harry odczep się od Miony i mnie puść........A więc Hermiono przepraszam cię za moje niegodne przyjaciółki reakcje.Na prawdę żałuje.A tak w ogóle wszystkiego najlepszego kochana!!!!Zdrowia,szczęścia,spełnienia marzeń i czego sobie tam w głębi serducha marzysz!-krzyknęła podając mi prezent.To był album ze wszystkimi naszymi zdjęciami od 1 klasy.
-Boże Ginny to jest cudowne.Nie no zaraz sie przez was porycze-powiedziałam i przytuliłam ich.W oddali zobaczyłam Draco całującego się z tą Vanessą.
-Przepraszam was na chwilę.-powiedziałam i podeszłam do Diabła.
-Diabełku mój kochany...-przeciągnęłam ostatnią literę.
-Co ta moja ulubienica sobie życzy?-zapytał skłaniając się lekko.
-No bo wiesz są moje urodziny no i czy mogłabym z tobą siedzieć?Bo Malfoy pewnie będzie wolał z Vanessą-powiedziałam robiąc maślane oczka.
-Okey kochana moja.Ey Nott będziesz musiał się przesiąść bo twoje miejsce zajmie ta urocza pani!-krzyknął tak że zwrócił na nas całą uwagę ludzi zgromadzonych obok i mnie objął.
-Na Merlina jak  ja sobie z tym poradzę ide w siebie walnąć Avadą-powiedział z udawanym ubolewaniem.
-Widzisz wszyscy chcą ze mną siedzieć-powiedział a ja wybuchnęłam śmiechem.
-Oooo widzę Snape że jak Weasley poszedł to dobierasz się do mojego najlepszego kumpla-powiedział Malfoy z uwieszoną na jego ramieniu mopsicą.
-Pilnuj własnej dupy Malfoy.Z tego co  wiem wy jesteście razem więc pewnie bardzo  chcesz siedzieć ze swoją ukochaną więc zapytałam się Blaisa czy chciały ze mną siedzieć i akurat tak się składa że Diabełek się zgodził-powiedziałam  i odeszłam w stronę drzwi do klasy w których stał już prof ojciec.
-Włazić i nie gadać-warknął na uczniów patrząc odrażającym wzrokiem na nich ale na mnie spojrzał się przez chwilę z troską.Weszłam do klasy i usiadłam obok Blaisa przy ścianie w przed ostatniej ławce.
-Dzisiaj omawiamy i ćwiczymy zaklęcia patronusa-warknął.-Kto wyjaśni na czym polega to zaklęcie?-od razu moja ręka poszybowała w górę.
-Tak panno Snape?-powiedział
-Patronus jest to jest formą pozytywnej energii, zmaterializowaną pod postacią srebrnego obłoku, najczęściej przybierającego formę zwierzęcą.Trzeba się wtedy skupić na swoim najszczęśliwszym wspomnieniu. Nie każdy czarodziej potrafi wyczarować określonego, cielesnego patronusa. Sztuka wyczarowania patronusa jest bardzo trudna i złożona. -zakończyłam.
-Dokładnie  15 punktów dla Slytherinu-powiedział z dumą profesor i kontynuował wykład.Nagle pod na stoliku na przeciwko mnie zjawiło się pudełko i kartka z napisem:
                  "Wszystkiego najlepszego Mionko!
                                             Blaise&Pansy Company"
W pudełeczku była książka.....ale nie byle jaka tylko najstarsza na świecie księga zaklęć i transmutacji.
-Nie......czy to?-wyszeptałam.
-Tak to  ta sama książka której niecały duplikat jest w naszej bibliotece.-wyszczerzył się Blaise.
-Boże dziękuję!-krzyknęłam gdyż profesor wyszedł na chwile z klasy i rzuciłam się na szyję Diabłowi.Nagle odwróciła się Pansy.
-A mi to nie podziękujesz?-zapytała a ja rzuciłam się jej na szyję.
-Dziękuję kochana!-krzyknęłam.
-No dobrze a więc kto umie i chciałby zaprezentować patronusa?-zapytał Severus.Od razu podniosłam rękę.
-No dobra Snape chodź na środek.-powiedział.
-Expecto  Patronum-wyszeptałam i moim wspomnieniem była chwila gdy dowiedziałam się że jestem czarodziejką.Z mojej różdżki wypłynął srebrno-niebieski promień i uformował się w kształcie.....nie no nie wierzę.....uformował się w kształcie.......

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz